„Niekończąca się opowieść”, czyli o umiejętności dopinania spraw na ostatni guzik słów kilka.
Jeszcze niedawno świętowaliśmy nowy rok, a wraz z nim obiecywaliśmy sobie, jak i na forum publicznym różnego rodzaju zobowiązania, które chcieliśmy aby spełniły się w tym nowym, nadchodzącym 2012. Jak to się jednak dzieje, że pomimo najszczerszych chęci i rzeczywistej determinacji do realizowania rzeczonych postanowień, prawdopodobnie za dwanaście miesięcy, w podobnych okolicznościach będziemy dokonywali podobnych podsumowań a tym samym formułować kolejne zamiary?
Po pierwsze, gdy opadną już fajerwerki a my porządnie odpoczniemy i odeśpimy sylwestrową noc, należy jeszcze raz powrócić do listy noworocznych zadań i krytycznym okiem przyjrzeć się jej zawartości. Prawdopodobnie bowiem, okaże się, że jej komponenty są zbyt mocno rozbudowane i dalekosiężne. Oczywiście, większość z nas chciałaby być bogata, posiadać własny jacht i wygrać w końcu w toto lotka, jednak perspektywy dojścia do powyższego w przeciągu roku, przy całym moim optymizmie, są jednak mimo wszystko dość znikome.
W czym tkwi cały szkopuł?; w samych celach. Powinny być one konkretne, realistyczne a równolegle jak najbardziej możliwe do zrealizowania w relatywnie krótkim okresie czasu. Zacznijmy zatem jeszcze raz i wyłońmy z naszych postanowień zwycięzcę. Jeśli okaże się nim pragnienie zmiany bądź dostania pracy, zapomnijmy na pewien czas o innych podpunktach. To właśnie będzie stanowiło najlepsze i najszybsze rozwiązanie prowadzące ku głównemu celowi, jaki od tego momentu będzie nam przyświecał. Jak się zaś praktycznie zabrać do posuwania się do przodu. Nasze myślenie o czymś zamieńmy w czyny. Jeśli zdecydowaliśmy się na wariant dotyczący zmiany pracy bądź jej podjęcia, nie czekajmy i nie łudźmy się, że okazja sama do nas przyjdzie. Oczywiście taka ewentualność istnieje, ale bądźmy szczerzy, jakie są szanse, że nam się to przytrafi? Nasze szczęście oraz powodzenie w ogromnej mierze zależą od nas samych i nie ma co liczyć jedynie na łut szczęścia. Lepiej po prostu zasiąść do komputera ze wcześniej przygotowanymi dokumentami i wraz z nowym rokiem zredagować zupełnie nowe cv. Może nasze poprzednie pochodzi z pięciu lat wstecz i sami zdawaliśmy sobie sprawę, że jego wygląd i nanoszone zmiany, nie prezentują nas ta jak powinny? Być może wpadniemy na nowy pomysł, dzięki któremu nasza aplikacja nabierze świeżości? Zawsze znajdą się jakieś nowe możliwości, wystarczy się na nie otworzyć.
Uwaga jednak, po okresie pierwszej werwy oraz motywacji, prawdopodobnie dopadnie nas syndrom wypalenia czy rezygnacji. Jak to w przypadku wszystkich postanowień bywa, nic zazwyczaj nie dzieje się od ręki, a na rezultaty trzeba niestety poczekać. Podobnie jest i w tym, konkretnym przypadku. Telefon pewnie nie zadzwoni z dnia na dzień, mail nie będzie zasypywany nowymi ofertami pracy a my powoli będziemy tracić cały zapał i energię, które jeszcze do niedawna nas rozpierały. Co z takim fantem zrobić? Najbezpieczniej nic oprócz uświadomienia sobie, że właśnie taki czeka nas scenariusz. Wówczas będzie nam łatwiej przełknąć pierwszą porażkę, ale co ważniejsze nie poddamy się tak łatwo. To jest właśnie ten moment, kiedy większość postanowień noworocznych odchodzi do lamusa, a wystarczyłoby odrobinę więcej determinacji by po fali kryzysowej, można było dostrzec światełko w tunelu. W końcu przecież ktoś zadzwoni, inny zaprosi na rozmowę i być może niebawem będziemy mogli pochwalić się nową wizytówką. Ale to i tak w dalszym ciągu nie oznacza końca naszej drogi do celu. Zazwyczaj bowiem, gdy już coś uda nam się osiągnąć, bardzo szybko zapominamy jakim odbyło się to kosztem i trudem. Nową pracę zaczynamy traktować rutynowo i z pewną dezaprobatą, wyszukując mankamenty, które jakoś nam umknęły przy pierwszym rzucie oka. Oczywiście, można i tak, ale czy doprowadzi to do czegoś pozytywnego? Chyba lepiej jednak cofnąć się w czasie i przypomnieć jak nam zależało, ile byliśmy w stanie poświęcić, aby dotrzeć tam, gdzie sobie wymarzyliśmy i co teraz, tak po prostu sobie odpuścimy? W końcu gdy nam się udało, osiągnęliśmy wymarzony cel, wciąż nam mało, czegoś znów brakuje? Tak obrany kierunek, chyba nie jest najlepszą ścieżką, no chyba, że za rok, chcemy powielić swoje schematy i solennie składać te same postanowienia i obiecywać te same rzeczy…
